Narrator
W bardzo
starym domu , żyła sobie 17 letnia blondynka, miała ona piękne imię Olivia
Holt(czyt.Oliwia Holt)… Ukrywała się pod zupełnie innym imieniem, a mianowicie
Elizabeth Carl (czyt. Elizabet Karl). Była przyjacielska, zadbana i jak każdy
inny człowiek miała swoje zmartwienia. Codziennie kiedy się budziła czuła nie
smak w ustach, pamiętała dokładnie co on jej zrobił i co ona sama zrobiła. Otóż
jeden ładny rok temu kiedy Olivia, kiedy miała jeszcze 16 lat żyła wtedy z
matką i ojcem, którzy potem mieli poważny wypadek samochodowy, któregoś dnia, a
dokładniej 15 moja 2013 roku, jeszcze przed wypadkiem jej rodziców Liv (bo tak
do niej mówiono) poszła na spacer z małym Fufu. Fufu był i będzie dobrym
pieskiem, ale tamtego dnia urwał się jej ze smyczy, kiedy pobiegła go szukać
natknęła się na jakiego dziwnego człowieka było od niego czuć fajkami i
alkoholem zaczął się do niej dobierać, z uwagi na to, że była noc i
praktycznie nikogo nie było na ulicach nikt jej nie pomógł… Obmacywał Olivię, a
tuż po tym ją zgwałcił. Tej samej nocy i godziny rodzice nastolatki chcieli ją
znaleźć lecz niestety po drodze wydarzył się wypadek po którym niestety nie
przeżyli, od tamtej pory Olivia obwinia się o to co się stało, gdyby nie wyszła
z pieskiem na spacer nie doszło by do tego. Teraz Olivia mieszka sama z Fufu,
jest jej niezmiernie przykro i samotnie. Od tamtego momentu właśnie postanowiła zmienić
imię i nazwisko.
Wracając to
teraźniejszości, blondynka obudziła się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Ściany
były tam w przeróżnych odcieniach brązu, meble wszystkie zaś były czarne jak
smoła i węgiel. Nagle usłyszała kłótnie dwóch osób…
- Zadowolona jesteś?! – powiedział jakiś mężczyzna - Mogłaś ją zabić! – dopowiedział
- A ty jeszcze pozwoliłeś sobie mnie powstrzymać?!Po co to
Ci było? Skończyłabym z nią! To jest wredna suka! – powiedziała kobieta, którą
Olivia wszędzie by rozpoznała. To była…
Oczy Olivii
…To była Jessica Vega! A dokładniej Jessica Maria Vega Holt!
(czyt. Dzesika Marija Wega Holt), żona mojego własnego brata o imieniu Jordan
(czyt. Dzordan). Po chwili ciszy i przemyśleniach dziewczyny ktoś podszedł do
niej i powiedział
- Jak się czujesz? Mam nadzieję, że lepiej. – powiedział
- Tak, lepiej dziękuję – odpowiedziała
- Pozwól, że się przedstawię jestem Carlos West (czyt. Karlos Łest) - podał mi rękę
- Bardzo mi miło, ja jestem Ol… Elizabeth Carl – uścisnęłam jego dłoń
- Tak, tak słyszałem – odparł
- Możesz mi powiedzieć gdzie ja właściwie jestem? I skąd
znasz Jessice? – zapytałam nagle
- Jesteś w moim domu, a Jessice znam od małego dziecka –
odpowiedział
- Aha? Mogłabym już wrócić do domu? – zapytałam ponownie,
ale tym razem o coś innego
- Tak, najlepiej jak Cię odwiozę
- Taa… Dzięki
Kiedy
przybyliśmy pod mój dom i Carlos już odjechał, przestraszyłam się pod oknem, a
właściwie w moim domu pod oknem stał jakiś facet z zakrwawionym nożem w ręku.
Mimo tego postanowiłam wejść do środka. Usłyszałam szmery i jakieś piski nie
wiem jakby kobiety? Tak kobiety.Postanowiłam przyjrzeć się temu bliżej.
Stanęłam za ścianą i przyglądałam się gościowi z nożem. Był on wysoki miał
czekoladowe oczy i włosy opadające mu na ramiona, był ubrany jak zwykły chłopak
dżinsy, T-shirt i skejty (czy tak to się piszę)na stopach. Miał on mniej więcej
17 lat jak na moje oko.
- Kto jest za ścianą?! – usłyszałam czyjś głos, a
najprawdopodobniej tego gościa
Nagle poczułam, że ktoś dotyka mojego ramienia, był to ten
sam brunet, którego opisywałam
- To ty jesteś ta Elizabeth Carl? A może właściwie Olivia
Holt? – zapytał bezczelnie
- Zaraz… z kont znasz moje prawdziwe imię? – tyle zdołałam z
siebie wydusić
- Myślałaś, że wszyscy są durniami, że się nie domyślą?
- Nie no… No nie!
- A teraz uważaj, bo jak mi podskoczysz i ze mną nie
pójdziesz to skończysz tak jak twój braciszek i jego żoneczka – pokazał na
MARTWE osoby na podłodze w kałuży krwi
Jak ja mogłam tego nie zauważyć! Nie mam już nikogo!
- Nie będę protestować… nie mam dla kogo! – powiedziałam
Do oczu napłynęły mi słone łzy. Powtórzę jeszcze raz „Nie
mam już nikogo!”
- Swoją drogą jestem Howard… Leo Howard – przedstawił się
- Teraz pójdziesz ze mną! Spakuj się! I już nie becz! – walną
mi otwartą ręką w twarz
Złapałam się za bolące miejsce i poszłam się spakować
Po spakowaniu
wszystkich ubrań, zdjęć w ramkach i potrzebnych mi rzeczy, zeszłam na dół.
Spotkałam tam Howard’a sprzątającego zwłoki, a dokładniej sprzątaniu po nich
krwi.
- Jedziemy? – spytałam
- Tak, chwila…
- Mam pytanie mogę jeszcze wskoczyć do łazienki?
- Yyyy… tak możesz
Poszłam do łazienki, po czym podeszłam do szafki gdzie były
żyletki… Potrzebowałam tego, potrzebowałam tego żeby zaspokoić pustkę w moim
sercu. I pomyśleć jeszcze, że rok temu miałam wszystko, rodziców, brata… a
teraz tylko Fufu. Wzięłam psiaka na ręce i go pogłaskałam, potem odstawiłam go
na miejsce. Przejechałam po ręce
żyletką, poczekałam jak krew trochę zaschnie, obmyłam potem ranę i wytarłam ją
ręcznikiem, zaraz po tym wyszłam z łazienki do salonu z Fufu do przemądrzałego Leo
- Możemy ruszać! – krzyknęłam już na schodach
- Nie krzycz pokrako! – warknął
- Będę robić to co mi się podoba!
- O nie moja droga – ścisnął mnie za nadgarstek, który przed
chwilą pocięłam
Syknęłam z bóli.
- Co jest? – zapytał po czym podciągnął mi rękach mojej,
skórzanej kurtki
- Pocięłaś się! I to jest jeszcze świeże!
- No tak i co z tego?
- No nic tylko, żebyś nie zaczęła się ciąć nałogowo, bo
jesteś mi potrzebna! Aha i jeszcze jedno pożegnaj się z świeżym powietrzem,
bo dzisiaj zobaczysz niebo ostatni raz!
- Spokojnie nie zamierzam nic robić… - przerwałam
- Po za tym gdzie mnie zabierasz? – zapytałam
- Do siebie! No już chodź idziemy!
Kiedy już
byliśmy na miejscu moim oczom ukazał się przepiękny dom, a właściwie wille!
Zaprowadził mnie do mojego pokoju, a właściwie mojego „więzienia”,
lecz oczekiwałam czegoś innego. Pokój był koloru lawendy, miał w środku białą,
skórzaną sofę. Duże wygodne łóżko z piękną lawendową pościelą, obok łóżka z obu
stron były postawione małe, białe szafeczki z jedną szufladką, a na nich jasno
fioletowy lampki. Zasłony były białe, tak jak futrzany dywan. Po prostu to był
pokój moich marzeń!
- Podoba się? – zapytał mnie i wyrwał mnie z przemyśleń
- Yyyy… tak tak, ale z kont wiedziałeś, że to będzie mi się
podobać
- Liv… Może mnie nie pamiętasz, ale znamy się od dziecka –
powiedział
- Haha… Zaraz to ty byłeś tym małym „brudasem”? – zapytałam
ze śmiechem
- Tak to byłem ja, ale ciesz się nim, bo niedługo Ci się
znudzi – powiedział z ironią w głosie
- Co? Ty mnie tu zamkniesz? – zapytałam
- No tak! – warknął
Szykuję się parę dobrych lat w zamknięciu – pomyślałam…
______________________________________________
Jest pierwszy rozdział! Nie spodziewałam się, że mogę napisać tak długi rozdział, no ale pracowałam nad nim 3 dni, ale to nic... Postaram się pisać takie zawsze i na każdym moim blogu! Pozdrowienia
#Misiaczek