sobota, 20 września 2014

Rozdział II

        Siedzę tu już trzydzieści minut i szlak mnie jasny trafia! Czemu? To przez tego całego Leo!
Cały czas siedzi pod prysznicem i śpiewa „Ona tańczy dla mnie” albo „Szalona ruda” lub jeszcze
„Ruda tańczy jak szalona” i to cały czas w kółko! Wierzcie mi on tak fałszuję, że uszy pękają i bolą
Jakby mi je przekuwali tysiącami igieł. Po prostu nie mogę uwierzyć, że to trwa już około czterdziestu minut i do tego, żeby było wesoło słychać to dość głośno, a dzieli nas zaledwie 5 ścian! Tak! Murowanych ścian!
        Półtorej godziny później postanowiłam wyjść z pokoju coś zjeść. Ten głupek zapomniał zamknąć drzwi na klucz… Zjadłam coś i postanowiłam uciec, zaledwie pięć minut temu nabrałam chęci do życia. Kiedy już miałam wyjść, poczułam ręce na mojej talli, odwróciłam się i zobaczyłam Leo głupio się uśmiechającego i bardzo, mocno wkurzonego.
 - Myślałaś, że uciekniesz? Wiesz co ja mogę Ci zrobić? – zapytał
- No dawaj! Co mi zrobisz? – krzyczałam na cały dom (wille)
- Dobrze… w takim układzie mogę zrobić to… - podciągnął mi bluzkę
- To… - rozpiął mi stanik, wzdrygnęłam się
- Jeszcze mogę to… - musnął moją szyję
 I to… - wpił mi się w usta, nie wiem nawet dlaczego, ale oddałam ten pocałunek
Był on pełen agresji, ale jednak czułam coś w brzuchu, nie wiem jakby motylki
- No właśnie, miałem Ci powiedzieć, że jesteś wrażliwą osobą – powiedział, przerywając pocałunek
- Ja może pójdę do siebie – powiedziałam
- Ale przecież Princess nie może chodzić trzeba ją nieść – powiedział łobuzersko
- Głupek! – krzyknęłam i przystanęłam na schodku Howard podszedł do mnie  i walnął mocno w twarz i upadłam
- Masz za swoje! Uważaj, bo następnym razem zrobię coś gorszego! – warknął
- To fajnie! – warknęłam
- Tak, super! – odpowiedział
- No!
-No!!! – i w końcu poszłam do swojej rezydencji
        Weszłam do pokoju i zobaczyłam…
- Leo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! – krzyczałam
Po chwili usłyszałam, że ktoś wchodzi po schodach
- Co się… dzieje? – zapytał z przerwą po między „Co się” a „dzieje”
- Pająk? Serio Liv? Serio!? – krzyknął
- Tak! Ale on jest taki ohydny i włochaty… - powiedziałam
- To tarantula! Uważaj! – krzyknął
Momentalnie wskoczyłam na niego (tak jak scooby na kudłatego)
On tylko się bezwstydnie zaśmiał
- No co? – zapytałam
- Nic… nic – powiedział i postawił mnie z powrotem na ziemi
Wziął pająka za nogę i podszedł do okna i wyrzucił przez nie
- Już po sprawie kochanie – powiedział łobuzersko
Cmoknął mnie w policzek i wyszedł. Muszę przyznać, że nie czułam się na siłach,
Opadłam bezsilna na łóżko… po chwili przemyśleń udałam się po walizkę na dół.
- Howard ja tylko po walizkę – powiedziałam do siedzącego w kuchni Leo z papierosem w gębie
- Spoko! Chcesz jednego? – zapytał
- A mogę? – zapytałam wchodząc do kuchni
- Jasne trzymaj! – podał mi jednego z paczki
- Dasz ogień?- zapytałam
- Masz! –zapaliłam papierosa i wyszłam z walizką do mojego pokoju
Nie wspominałam, że razem z pokojem mam garderobę i własną łazienkę? To teraz mówię. Także rozpakowałam się i poszłam się przebrać w piżamę i zasnęłam…
        Następnego dnia, kiedy się obudziłam poczułam czyjś wzrok na mojej osobie, nie miałam sił żeby otworzyć oczy, ale po pięciu minutach się udało. Popatrzyłam w górę i zobaczyłam… Howard’a!
- Czego chcesz? – zapytałam ziewając
- Musimy uciekać, psy dowiedziały się, że tu jesteś – powiedział spokojnie
- Spakowałem Cię i siebie i znikamy.
- Dobra, ale gdzie?
- Zobaczysz słonko. – pogłaskał mnie lekko po głowie i cmoknął w czoło nachylając się nade mnie
Wziął mnie na ręce i zaniósł do samochodu, odpalił silnik i zaczęliśmy jechać… gdzie? Nadal to zostawało dla mnie tajemnicą. Dopiero po chwili namyśleń zauważyłam znak z miejscowością „Potpoki” (wymyślone przeze mnie hehe), a potem zauważyłam, że jakimś sposobem jestem ubrana! Ale jak?
- Leoś? Jak ty zrobiłeś, że jestem ubrana? – zapytałam słodko, aż za słodko
- Mam swoje sposoby – powiedział… czy ja wiem? Obojętnie?
        Dojechaliśmy na miejsce. Hymmm… szczerze mówiąc to nie za bardzo mi się ta miejscówka podobała! Była ona w lesie! Tak! LESIE!!!
- Dopiero teraz zauważyłem, że strasznie chuda jesteś – spuściłam wzrok
- Nie prawda jestem wystarczająca! – wrzeszczałam, nie wiem dlaczego, ale zaczęłam płakać
- Cicho… -przytulił mnie do siebie i pocałował w czoło kolejny raz tego dnia
Nic to nie dało cały czas z moim oczu lały się łzy…
- Potrzebuję kogoś, kto się mną zaopiekuję kto mnie pokocha i zastąpi mi brata i rodziców – całkiem nie wiem dlaczego, ale wyraziłam przed chwilą to co czuję w środku. W środku czuję niechęć i obrzydzenie do życia najlepiej byłoby umrzeć!
- Kochanie wszystko się ułoży! Malutka. Popatrz mi w oczy – powiedział tym razem… spokojnie?
Postanowiłam wykonać polecenie
- Widzisz to? Widzisz ten strach w moich oczach? – zapytał
- Nie. – odpowiedziałam zgodnie z prawdą
- To czas zobaczyć słońce. – powiedział
Z nieba zaczęły spadać krople deszczu, najpierw powoli, potem mocniej.
- Masz piękne oczy – wyszeptałam
- Dziękuję mała – zbliżył się do mnie pogłaskał po policzku i po raz kolejny moje usta spoczęły na jego,to było niezwykłe zawsze marzyłam o pocałunku w deszczu. Tylko dlaczego my się całujemy? Nie wiem. Teraz już wiem, że jestem blisko osoby, którą pokocham.
- Przepraszam – powiedział i spuścił wzrok na swoje buty
- Nie szkodzi.- powiedziałam i się do niego przytuliłam
Ubrania kleiły się nam do skóry powoli zaczęliśmy kierować się do mojego nowego domu
- Chcesz coś zjeść Liv? – zapytał
- Nie.
- Pokaż mi mój pokój.
- Dobrze, tylko nie bądź zła, ale muszę mieć cię pod kontrolą i musimy mieć razem sypialnie – powiedział
- Ale?
- Bez ale! – wrzasnął
Chwycił moją dłoń i zaprowadził do mojej to znaczy naszej sypialni.
Weszliśmy do pomieszczenia, który był hmm? Ponury jak dla mnie.
Ściany były w kolorze brązu, a meble były szare, obicie łóżka tego samego koloru co meble. Pościel w kolorze czerni . Na przeciwko łóżka była długa komoda, a po obydwóch stronach sypialni okna z czarnymi zasłonami na parapecie widniały fotografie w ramkach, jak i na komodzie  przedstawiały one małego chłopca z rodzicami, chłopiec był bardzo podobny do Leo. Po obydwóch stronach łóżka były małe szafeczki z dwoma małymi szufladkami na szafkach były lampki, czarne lampki.
- Podoba się? – zapytał
- Na tych zdjęciach jesteś ty?- zapytałam biorąc jedno z nich
- Tak.
- A Ci ludzie koło Ciebie to?
- Moi rodzice – po jego policzku poleciała łza którą szybko wytarł
- Co się stało? – zapytałam
- Nic.
- Mi możesz powiedzieć.
- Twój brat zabił mi ich rozumiesz?!
- Jak to? Gdzie jak kiedy? – zadawałam mnóstwo pytań, a Leo rozpłakał się jak małe dziecko podeszłam do niego i przytuliłam

- To było tak…
______________________________
Jest rozdział! To jest jeden z najdłuższych rozdziałów!
#Misiaczek 

środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 1

Narrator
        W bardzo starym domu , żyła sobie 17 letnia blondynka, miała ona piękne imię Olivia Holt(czyt.Oliwia Holt)… Ukrywała się pod zupełnie innym imieniem, a mianowicie Elizabeth Carl (czyt. Elizabet Karl). Była przyjacielska, zadbana i jak każdy inny człowiek miała swoje zmartwienia. Codziennie kiedy się budziła czuła nie smak w ustach, pamiętała dokładnie co on jej zrobił i co ona sama zrobiła. Otóż jeden ładny rok temu kiedy Olivia, kiedy miała jeszcze 16 lat żyła wtedy z matką i ojcem, którzy potem mieli poważny wypadek samochodowy, któregoś dnia, a dokładniej 15 moja 2013 roku, jeszcze przed wypadkiem jej rodziców Liv (bo tak do niej mówiono) poszła na spacer z małym Fufu. Fufu był i będzie dobrym pieskiem, ale tamtego dnia urwał się jej ze smyczy, kiedy pobiegła go szukać natknęła się na jakiego dziwnego człowieka było od niego czuć fajkami i alkoholem zaczął się do niej dobierać, z uwagi na to, że była noc i praktycznie nikogo nie było na ulicach nikt jej nie pomógł… Obmacywał Olivię, a tuż po tym ją zgwałcił. Tej samej nocy i godziny rodzice nastolatki chcieli ją znaleźć lecz niestety po drodze wydarzył się wypadek po którym niestety nie przeżyli, od tamtej pory Olivia obwinia się o to co się stało, gdyby nie wyszła z pieskiem na spacer nie doszło by do tego. Teraz Olivia mieszka sama z Fufu, jest jej niezmiernie przykro i samotnie.  Od tamtego momentu właśnie postanowiła zmienić imię i nazwisko.
        Wracając to teraźniejszości, blondynka obudziła się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Ściany były tam w przeróżnych odcieniach brązu, meble wszystkie zaś były czarne jak smoła i węgiel. Nagle usłyszała kłótnie dwóch osób…
- Zadowolona jesteś?! – powiedział jakiś mężczyzna   - Mogłaś ją zabić! – dopowiedział
- A ty jeszcze pozwoliłeś sobie mnie powstrzymać?!Po co to Ci było? Skończyłabym z nią! To jest wredna suka! – powiedziała kobieta, którą Olivia wszędzie by rozpoznała. To była…
Oczy Olivii
…To była Jessica Vega! A dokładniej Jessica Maria Vega Holt! (czyt. Dzesika Marija Wega Holt), żona mojego własnego brata o imieniu Jordan (czyt. Dzordan). Po chwili ciszy i przemyśleniach dziewczyny ktoś podszedł do niej i powiedział
- Jak się czujesz? Mam nadzieję, że lepiej. – powiedział
- Tak, lepiej dziękuję – odpowiedziała
- Pozwól, że się przedstawię jestem Carlos West  (czyt. Karlos Łest)  - podał mi rękę
- Bardzo mi miło, ja jestem Ol… Elizabeth Carl  – uścisnęłam jego dłoń
- Tak, tak słyszałem – odparł
- Możesz mi powiedzieć gdzie ja właściwie jestem? I skąd znasz Jessice? – zapytałam nagle
- Jesteś w moim domu, a Jessice znam od małego dziecka – odpowiedział
- Aha? Mogłabym już wrócić do domu? – zapytałam ponownie, ale tym razem o coś innego
- Tak, najlepiej jak Cię odwiozę
- Taa… Dzięki
        Kiedy przybyliśmy pod mój dom i Carlos już odjechał, przestraszyłam się pod oknem, a właściwie w moim domu pod oknem stał jakiś facet z zakrwawionym nożem w ręku. Mimo tego postanowiłam wejść do środka. Usłyszałam szmery i jakieś piski nie wiem jakby kobiety? Tak kobiety.Postanowiłam przyjrzeć się temu bliżej. Stanęłam za ścianą i przyglądałam się gościowi z nożem. Był on wysoki miał czekoladowe oczy i włosy opadające mu na ramiona, był ubrany jak zwykły chłopak dżinsy, T-shirt i skejty (czy tak to się piszę)na stopach. Miał on mniej więcej 17 lat jak na moje oko.
- Kto jest za ścianą?! – usłyszałam czyjś głos, a najprawdopodobniej tego gościa
Nagle poczułam, że ktoś dotyka mojego ramienia, był to ten sam brunet, którego opisywałam
- To ty jesteś ta Elizabeth Carl? A może właściwie Olivia Holt? – zapytał bezczelnie
- Zaraz… z kont znasz moje prawdziwe imię? – tyle zdołałam z siebie wydusić
- Myślałaś, że wszyscy są durniami, że się nie domyślą?
- Nie no… No nie!
- A teraz uważaj, bo jak mi podskoczysz i ze mną nie pójdziesz to skończysz tak jak twój braciszek i jego żoneczka – pokazał na MARTWE osoby na podłodze w kałuży krwi
Jak ja mogłam tego nie zauważyć! Nie mam już nikogo!
- Nie będę protestować… nie mam dla kogo! – powiedziałam
Do oczu napłynęły mi słone łzy. Powtórzę jeszcze raz „Nie mam już nikogo!”
- Swoją drogą jestem Howard… Leo Howard – przedstawił się
- Teraz pójdziesz ze mną! Spakuj się! I już nie becz! – walną mi otwartą ręką w twarz
Złapałam się za bolące miejsce i poszłam się spakować
        Po spakowaniu wszystkich ubrań, zdjęć w ramkach i potrzebnych mi rzeczy, zeszłam na dół. Spotkałam tam Howard’a sprzątającego zwłoki, a dokładniej sprzątaniu po nich krwi.
- Jedziemy? – spytałam
- Tak, chwila…
- Mam pytanie mogę jeszcze wskoczyć do łazienki?
- Yyyy… tak możesz
Poszłam do łazienki, po czym podeszłam do szafki gdzie były żyletki… Potrzebowałam tego, potrzebowałam tego żeby zaspokoić pustkę w moim sercu. I pomyśleć jeszcze, że rok temu miałam wszystko, rodziców, brata… a teraz tylko Fufu. Wzięłam psiaka na ręce i go pogłaskałam, potem odstawiłam go na miejsce.  Przejechałam po ręce żyletką, poczekałam jak krew trochę zaschnie, obmyłam potem ranę i wytarłam ją ręcznikiem, zaraz po tym wyszłam z łazienki do salonu z Fufu do przemądrzałego Leo
- Możemy ruszać! – krzyknęłam już na schodach
- Nie krzycz pokrako! – warknął
- Będę robić to co mi się podoba!
- O nie moja droga – ścisnął mnie za nadgarstek, który przed chwilą pocięłam
Syknęłam z bóli.
- Co jest? – zapytał po czym podciągnął mi rękach mojej, skórzanej kurtki 
- Pocięłaś się! I to jest jeszcze świeże!
- No tak i co z tego?
- No nic tylko, żebyś nie zaczęła się ciąć nałogowo, bo jesteś mi potrzebna! Aha i jeszcze jedno pożegnaj się z świeżym powietrzem, bo dzisiaj zobaczysz niebo ostatni raz!
- Spokojnie nie zamierzam nic robić… - przerwałam
- Po za tym gdzie mnie zabierasz? – zapytałam
- Do siebie! No już chodź idziemy!
        Kiedy już byliśmy na miejscu moim oczom ukazał się przepiękny dom, a właściwie wille!
Zaprowadził mnie do mojego pokoju, a właściwie mojego „więzienia”, lecz oczekiwałam czegoś innego. Pokój był koloru lawendy, miał w środku białą, skórzaną sofę. Duże wygodne łóżko z piękną lawendową pościelą, obok łóżka z obu stron były postawione małe, białe szafeczki z jedną szufladką, a na nich jasno fioletowy lampki. Zasłony były białe, tak jak futrzany dywan. Po prostu to był pokój moich marzeń!
- Podoba się? – zapytał mnie i wyrwał mnie z przemyśleń
- Yyyy… tak tak, ale z kont wiedziałeś, że to będzie mi się podobać
- Liv… Może mnie nie pamiętasz, ale znamy się od dziecka – powiedział
- Haha… Zaraz to ty byłeś tym małym „brudasem”? – zapytałam ze śmiechem
- Tak to byłem ja, ale ciesz się nim, bo niedługo Ci się znudzi – powiedział z ironią w głosie
- Co? Ty mnie tu zamkniesz? – zapytałam
- No tak! – warknął

Szykuję się parę dobrych lat w zamknięciu – pomyślałam…
______________________________________________
Jest pierwszy rozdział! Nie spodziewałam się, że mogę napisać tak długi rozdział, no ale pracowałam nad nim 3 dni, ale to nic... Postaram się pisać takie zawsze i na każdym moim blogu! Pozdrowienia 
#Misiaczek

wtorek, 26 sierpnia 2014

Prolog

Cześć kochani, a teraz wraz ze mną prolog :)
______________________________________________________
Zmierzch. Pustka w głowie i wielki ból.
        Blondynka postawiła szkatółkę na starym, zakurzonym stole. Nie była to wartościowa szkatółka. Kiedyś musiała być zwykłym, drewnianym pudełkiem. Brązowooka powili otworzyła szkatułkę pełna nadzieji, że to jest to co od wielu lat szuka.
        Zobaczyła rzecz, o której nikt nie chciał jej powiedzieć, upusiciła szkatułkę na ziemię, po której zostały tylko małe, drewniane kawałeczki.
        Straciła już wszystko co miała. Głęboko odetchneła. Wreszcie nadszedł wyczekany przeznią moment, na który czekała ponad pięć lat. Odnalazła dowód, który ktoś ukrył nie bez powodu. Jedynym dla niej rozwiązaniem była zemsta!
        Ostatni raz popatrzyła na rzecz, którą zchowała do kieszeni swojej, skórzanej kórtki.

        I wyszła…
#Misiaczek