środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 1

Narrator
        W bardzo starym domu , żyła sobie 17 letnia blondynka, miała ona piękne imię Olivia Holt(czyt.Oliwia Holt)… Ukrywała się pod zupełnie innym imieniem, a mianowicie Elizabeth Carl (czyt. Elizabet Karl). Była przyjacielska, zadbana i jak każdy inny człowiek miała swoje zmartwienia. Codziennie kiedy się budziła czuła nie smak w ustach, pamiętała dokładnie co on jej zrobił i co ona sama zrobiła. Otóż jeden ładny rok temu kiedy Olivia, kiedy miała jeszcze 16 lat żyła wtedy z matką i ojcem, którzy potem mieli poważny wypadek samochodowy, któregoś dnia, a dokładniej 15 moja 2013 roku, jeszcze przed wypadkiem jej rodziców Liv (bo tak do niej mówiono) poszła na spacer z małym Fufu. Fufu był i będzie dobrym pieskiem, ale tamtego dnia urwał się jej ze smyczy, kiedy pobiegła go szukać natknęła się na jakiego dziwnego człowieka było od niego czuć fajkami i alkoholem zaczął się do niej dobierać, z uwagi na to, że była noc i praktycznie nikogo nie było na ulicach nikt jej nie pomógł… Obmacywał Olivię, a tuż po tym ją zgwałcił. Tej samej nocy i godziny rodzice nastolatki chcieli ją znaleźć lecz niestety po drodze wydarzył się wypadek po którym niestety nie przeżyli, od tamtej pory Olivia obwinia się o to co się stało, gdyby nie wyszła z pieskiem na spacer nie doszło by do tego. Teraz Olivia mieszka sama z Fufu, jest jej niezmiernie przykro i samotnie.  Od tamtego momentu właśnie postanowiła zmienić imię i nazwisko.
        Wracając to teraźniejszości, blondynka obudziła się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Ściany były tam w przeróżnych odcieniach brązu, meble wszystkie zaś były czarne jak smoła i węgiel. Nagle usłyszała kłótnie dwóch osób…
- Zadowolona jesteś?! – powiedział jakiś mężczyzna   - Mogłaś ją zabić! – dopowiedział
- A ty jeszcze pozwoliłeś sobie mnie powstrzymać?!Po co to Ci było? Skończyłabym z nią! To jest wredna suka! – powiedziała kobieta, którą Olivia wszędzie by rozpoznała. To była…
Oczy Olivii
…To była Jessica Vega! A dokładniej Jessica Maria Vega Holt! (czyt. Dzesika Marija Wega Holt), żona mojego własnego brata o imieniu Jordan (czyt. Dzordan). Po chwili ciszy i przemyśleniach dziewczyny ktoś podszedł do niej i powiedział
- Jak się czujesz? Mam nadzieję, że lepiej. – powiedział
- Tak, lepiej dziękuję – odpowiedziała
- Pozwól, że się przedstawię jestem Carlos West  (czyt. Karlos Łest)  - podał mi rękę
- Bardzo mi miło, ja jestem Ol… Elizabeth Carl  – uścisnęłam jego dłoń
- Tak, tak słyszałem – odparł
- Możesz mi powiedzieć gdzie ja właściwie jestem? I skąd znasz Jessice? – zapytałam nagle
- Jesteś w moim domu, a Jessice znam od małego dziecka – odpowiedział
- Aha? Mogłabym już wrócić do domu? – zapytałam ponownie, ale tym razem o coś innego
- Tak, najlepiej jak Cię odwiozę
- Taa… Dzięki
        Kiedy przybyliśmy pod mój dom i Carlos już odjechał, przestraszyłam się pod oknem, a właściwie w moim domu pod oknem stał jakiś facet z zakrwawionym nożem w ręku. Mimo tego postanowiłam wejść do środka. Usłyszałam szmery i jakieś piski nie wiem jakby kobiety? Tak kobiety.Postanowiłam przyjrzeć się temu bliżej. Stanęłam za ścianą i przyglądałam się gościowi z nożem. Był on wysoki miał czekoladowe oczy i włosy opadające mu na ramiona, był ubrany jak zwykły chłopak dżinsy, T-shirt i skejty (czy tak to się piszę)na stopach. Miał on mniej więcej 17 lat jak na moje oko.
- Kto jest za ścianą?! – usłyszałam czyjś głos, a najprawdopodobniej tego gościa
Nagle poczułam, że ktoś dotyka mojego ramienia, był to ten sam brunet, którego opisywałam
- To ty jesteś ta Elizabeth Carl? A może właściwie Olivia Holt? – zapytał bezczelnie
- Zaraz… z kont znasz moje prawdziwe imię? – tyle zdołałam z siebie wydusić
- Myślałaś, że wszyscy są durniami, że się nie domyślą?
- Nie no… No nie!
- A teraz uważaj, bo jak mi podskoczysz i ze mną nie pójdziesz to skończysz tak jak twój braciszek i jego żoneczka – pokazał na MARTWE osoby na podłodze w kałuży krwi
Jak ja mogłam tego nie zauważyć! Nie mam już nikogo!
- Nie będę protestować… nie mam dla kogo! – powiedziałam
Do oczu napłynęły mi słone łzy. Powtórzę jeszcze raz „Nie mam już nikogo!”
- Swoją drogą jestem Howard… Leo Howard – przedstawił się
- Teraz pójdziesz ze mną! Spakuj się! I już nie becz! – walną mi otwartą ręką w twarz
Złapałam się za bolące miejsce i poszłam się spakować
        Po spakowaniu wszystkich ubrań, zdjęć w ramkach i potrzebnych mi rzeczy, zeszłam na dół. Spotkałam tam Howard’a sprzątającego zwłoki, a dokładniej sprzątaniu po nich krwi.
- Jedziemy? – spytałam
- Tak, chwila…
- Mam pytanie mogę jeszcze wskoczyć do łazienki?
- Yyyy… tak możesz
Poszłam do łazienki, po czym podeszłam do szafki gdzie były żyletki… Potrzebowałam tego, potrzebowałam tego żeby zaspokoić pustkę w moim sercu. I pomyśleć jeszcze, że rok temu miałam wszystko, rodziców, brata… a teraz tylko Fufu. Wzięłam psiaka na ręce i go pogłaskałam, potem odstawiłam go na miejsce.  Przejechałam po ręce żyletką, poczekałam jak krew trochę zaschnie, obmyłam potem ranę i wytarłam ją ręcznikiem, zaraz po tym wyszłam z łazienki do salonu z Fufu do przemądrzałego Leo
- Możemy ruszać! – krzyknęłam już na schodach
- Nie krzycz pokrako! – warknął
- Będę robić to co mi się podoba!
- O nie moja droga – ścisnął mnie za nadgarstek, który przed chwilą pocięłam
Syknęłam z bóli.
- Co jest? – zapytał po czym podciągnął mi rękach mojej, skórzanej kurtki 
- Pocięłaś się! I to jest jeszcze świeże!
- No tak i co z tego?
- No nic tylko, żebyś nie zaczęła się ciąć nałogowo, bo jesteś mi potrzebna! Aha i jeszcze jedno pożegnaj się z świeżym powietrzem, bo dzisiaj zobaczysz niebo ostatni raz!
- Spokojnie nie zamierzam nic robić… - przerwałam
- Po za tym gdzie mnie zabierasz? – zapytałam
- Do siebie! No już chodź idziemy!
        Kiedy już byliśmy na miejscu moim oczom ukazał się przepiękny dom, a właściwie wille!
Zaprowadził mnie do mojego pokoju, a właściwie mojego „więzienia”, lecz oczekiwałam czegoś innego. Pokój był koloru lawendy, miał w środku białą, skórzaną sofę. Duże wygodne łóżko z piękną lawendową pościelą, obok łóżka z obu stron były postawione małe, białe szafeczki z jedną szufladką, a na nich jasno fioletowy lampki. Zasłony były białe, tak jak futrzany dywan. Po prostu to był pokój moich marzeń!
- Podoba się? – zapytał mnie i wyrwał mnie z przemyśleń
- Yyyy… tak tak, ale z kont wiedziałeś, że to będzie mi się podobać
- Liv… Może mnie nie pamiętasz, ale znamy się od dziecka – powiedział
- Haha… Zaraz to ty byłeś tym małym „brudasem”? – zapytałam ze śmiechem
- Tak to byłem ja, ale ciesz się nim, bo niedługo Ci się znudzi – powiedział z ironią w głosie
- Co? Ty mnie tu zamkniesz? – zapytałam
- No tak! – warknął

Szykuję się parę dobrych lat w zamknięciu – pomyślałam…
______________________________________________
Jest pierwszy rozdział! Nie spodziewałam się, że mogę napisać tak długi rozdział, no ale pracowałam nad nim 3 dni, ale to nic... Postaram się pisać takie zawsze i na każdym moim blogu! Pozdrowienia 
#Misiaczek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz